fatalna sytuacja na giełdach

Zastanawiam się jak kształtowała będzie się sytuacja na giełdach w nadchodzcym tygodniu i dlaczego Bernanke tak gwałtownie ciął stopy procentowe w ubiegły wtorek. Działania FED-u sugerują, że walkę z inflacją zostawiamy na później, a teraz skupiamy się na ratowaniu filarów bankowości w USA. Coraz odważniejsze są głosy mówiące o tym, że Citibank i Merill Lynch są na krawędzi bankructwa. Wyobraźmy sobie co działoby się w Polsce gdyby nagle PEKAO SA i BRE wpadły w poważne tarapaty?

Wychodząc z tego założenia nie trudno zrozumieć wtorkowe cięcie, co więcej, stawiam na to, że w tym tygodniu stopy w USA spadną o kolejne 0.5 procenta.

Wszystko po to, aby banki, które mimo gigantycznych odpisów, wciąż mają na swych rachunkach miliardy zatrutych instrumentów finansowych miały jakąkolwiek szansę na uniknięcie bankructwa. Do tej pory pożar udawało się gasić pozyskując kapitał z Azji i krajów Arabskich.
Teraz doszedł jednak kolejny element niepewności. Znaki zapytania pojawiają co do wypłacalności gwarantorów obligacji. Ratingi dla firmy takich jak AMBAC, czy MBIA najprawdopodobniej zostaną obniżone, a to oznacza konieczność stworzenia wielomiliardowych rezerw przez banki. Liczby jakie tu padają to 140 mld dolarów. Taka suma musi położyć przynajmniej jeden duży bank za oceanem.

Na koniec chciałbym uciąć spekulacje dotyczące moich strat w 2007. Prawda jest taka, że sukcesywnie wycofywałem pieniądze, aby przeznaczyć je na inne cele. To jednak nie oznacza, że w ubiegłym roku nie miałem strat. Prawda jest taka, że straciłem około 70 tys. zł, co jest jednak sumą znacznie mniejszą niż sugerowane 200 tys. Jak już pisałem wcześniej większość tragedii rozegrała się na kontraktach. Pośpieszyłem się nieco z przewidywaniem krachu na giełdzie i rezultat był opłakany.

Citibank - najgorzej od 200 lat

Banki liczą straty i liżą rany. Właśnie CitiBank podał, że odpisał na straty 18 miliardów dolarów na bałaganie związanym z amerykańskimi hipotekami i czwarty kwartał zakończył 10-cioma miliardami straty. Wynik najgorszy w niemal 200 letniech historii tej instytucji finansowej. Tydzień zapowiada się ciekawie za oceanem, gdyż swoje wyniki podadzą także inne banki: Merrill Lynch, JP Morgan i Washington Mutual.

Krótkie podsumowanie kryzysu. Na dzień dzisiejszy straty głównych graczy wyglądają następująco:

Citigroup: $18bn
UBS: $13.5bn
Morgan Stanley $9.4bn
Merrill Lynch: $8bn
HSBC: $3.4bn
Bear Stearns: $3.2bn
Deutsche Bank: $3.2bn
Bank of America: $3bn
Barclays: $2.6bn
Royal Bank of Scotland: $2.6bn
Freddie Mac: $2bn
Credit Suisse: $1bn
Wachovia: $1.1bn
IKB: $2.6bn

kiedy sprzedwać akcje?

Stało się, po wnikliwej analizie kupiliśmy akcję spółki, która według panującej opinii ma stać się drugim LPP, czy Boryszewem. Tak na marginesie czasami wydaje mi się, że gdy wypowiadamy te słowa o drugim tym, czy kolejnym tamtym, rzucamy urok na naszego wybrańca skazując go na wieczne pozostawanie cieniem pierwowzoru. :-).

Tuż po zakupi, giełdy na świecie spadają na wieść o niepokojach politycznych w jakimś mało znanym kraju na bliskim wschodzie. Kurs naszej spółki zjeżdża 2%, kolejne kilka we wtorek. W środę, gdy w końcu decydujemy się sprawdzić na mapie, gdzie ten cholerny kraj leży jesteśmy 7% w plecy.

Człowiek jest tak skonstruowany, że próbuje uzasadnić chwilową w swoim przekonanu słabość. To tylko drobna korekta, finanse firmy są solidne, przyszłoroczny zysk będzie dwa razy większy.

Wbrew naszym zaklęciom kolejne dni nie przynoszą oczekiwanych wzrostów, a w nasz umysł wkrada się niepewność. Może przed nami bessa, dlaczego zarząd sprzedaje akcje, sąsiad twierdzi, że ptasia grypa wyśle przedwcześnie na tamten świat co drugiego z nas. Ostateczny cios nadchodzi w piątek. Nasza spółka traci nieprawdopodobne 12%, a my mając na uwadzę opinię sąsiada decydujemy się sprzedać z 30% stratą. Nasze 10 tysięcy złotych skurczyło się do siedmiu a na głowie przybyło kilka nowych siwych włosów.

Czy można zrobić coś, aby uniknąć takiego scenariusza? Brak zdolności do szybkiego opuszczenia tonącego okrętu, kosztował inwestorów bajońskie fortuny. Rozstanie z nieudaną inwestycją jest traumatycznym wydarzeniem, dlatego też umiejętność ta oddziela mężczyzn od chłopców. Ból utraty pieniędzy to jednak nie wszystko co nas paraliżuje. Kolejne dwie nie mniej istotne przyczyny to:

1. Przeczucie, że minutę po decyzji sprzedaży. Kurs akcji zacznie piąć się w górę potęgując poczucie naszej klęski.

2. Konieczność pogodzenia się z faktem, że nie mieliśmy racji. Wcale nie jest łatwo wyznać, żonie, koledze, czytelnikom bloga, że się myliłeś. Najtrudniej jednak stanąć przed lustrem i powiedzieć samemu sobie - nie miałem racji. Tutaj według mnie łatwiej jest kobietom. Nasze męskie ego zjada nas żywcem.

Wszystko pięknie, ale wciąż nie mamy odpowiedzi na pytanie - Kiedy sprzedać?
Odpowiedź zależy od twojej tolerancji ryzyka, jakości informacji jaką dysponujesz o spółce i obranej strategii.

Warren Buffet kupuje akcje ‘na zawsze’, jednak założę się, że niewielu z nas ma tak długi horyzont czasowy, czy też cierpliwość. William O’Neil, założyciel ‘Inwestor’s Business Daily’ zaleca, aby sprzedać gdy kurs spadnie 7-8% poniżej ceny zakupu. Inni jak weteran giełdy Gerard Loeb dają sobie większy margines błędu - 10-15%.

Szybkie cięcie strat jest jak polisa ubezpieczeniowa. Akceptując małe potknięcia bronimy się przed bardziej traumatycznymi załamaniami na rynku.

W życiu zdarzają się sytuacje, kiedy warto przeczekać złe czasy, ale ta metoda rzadko przynosi dobre rezultaty jeśli chodzi o finanse. Biorąc niewielkie straty, uwalniasz środki, które mogą być lepiej wykorzystane w twojej kolejnej giełdowej spekulacji.